Podróż w poszukiwaniu prawdy

Powyżej zdjęcie mojego obozowiska.

W poniższym tekście skupie się na zdarzeniach/informacjach, które utkwiły mi w głowie z pierwszej od wielu lat podróży. Będę się trzymał faktów, chociaż ostrzegam, iż nie będzie to zwykły opis urlopu. W związku z moimi zainteresowaniami prawdą oraz filozofią i ezoteryką trochę dziwne rzeczy rejestruje moja świadomość. Aczkolwiek ja sam uważam, że wszystko jest w porządku. (…) Na wstępie muszę zaznaczyć, iż w czasie przebiegu tej podróży miałem poczucie znajdowania się w zupełnie innych realiach. (rzeczywistości?) Do napisania tego tekstu namówił mnie niejaki Ostatni Prorok – pozdrawiaMy.

Pomysł wyjazdu na wieś w okolice rzeki i lasu zrodził się z pragnienia spokoju i chęci z obcowania z naturą. (tudzież prawdą)

Będąc w domu mam chyba trochę zbyt wysoki apetyt na jedzenie. Natomiast już w trakcie wyjazdu (nie będąc jeszcze na miejscu) jadłem już o 1/3 mniej. Taka tendencja utrzymała się przez cały tydzień pobytu i wszystko wróciło do „starego”, jak tylko się skończyło. Papierosów również paliłem mniej. Schodząc z 25 dziennie na 10-15, co właściwie nigdy nie miało miejsca i było nie wymuszone w tym wypadku.

Owady towarzyszyły mi dwa. Po lewej koleżanka pszczoła, która często się pojawiała w okolicach śniadania i w trakcie robienia tego zdjęcia wzięła kawałek mięsa i odleciała. (pszczoły jędzą mięso?) Był też pająk. (w namiocie) Polecam wszystkim, żeby wpuszczać do namiotu 1 pająka. Mój drugi towarzysz zrobił sieć na suficie i udało mu się złapać 1 muchę większą niż on sam.

Psy były dwa. Obok mnie stał tartak, gdzie były takie dwa zwierzątka. Jeden z nich to był Husky. Bardzo przyjazny i dało się go pogłaskać. Drugi to duży kundel, strasznie wyglądał i bardzo dużo szczekał.

Zdjęcia były dwa. Na 80 zdjęć, które zrobiłem. Te dwa poniżej mają mniej więcej w środku smugę. Musi być to efektem zaparowania soczewki. Zdjęcia mają numer 4333 i 4334. Były zrobione o 14:36 i 14:37.

Burzy było kilka. Chociaż tak naprawdę były dwa razy opady. W dzień jak przyjechałem oraz w dzień wyjazdu.

Myśli o ponad naturalnym znaczeniu wyjazdu pojawiły się po pierwszym dniu. Ciężko zasypia się zupełnie samemu w namiocie w otoczeniu drzew w całkiem obcym miejscu. Właściwie nieco się bałem codziennie przed zasypianiem. Dobiegały mnie non stop dźwięku jakby czyjeś kroki w trawie itp.

W pierwszą noc zasnąłem dopiero nad ranem i miałem sen (koszmar), jedyny, który zapamiętałem z całej wyprawy. Był to bardzo realistyczny sen. Akcja rozgrywała się w namiocie. Ciotka przyszła do mnie i powiedziała coś w rodzaju „przykryje cię kołderką”. – brzmi milutko, ale ja to odebrałem w trakcie snu jako złowieszczą wiadomość. („może zjesz to pyszne jabłuszko? – rzekła wiedźma.) Szybko się wybudziłem. We śnie w namiocie było już raczej jasno i świeciło słońce natomiast w realności promieni nie było.

Rozważałem, czy w alternatywnej rzeczywistości nie zostałem zabity – a ten sen z niej pochodził…

Parę dni później okazało się, że ustawienia aparatu zostały zmienione, mimo iż ja ich nie zmieniałem. W pierwszym dniu jest na zdjęciach data, a potem już jej nie ma. Podejrzewam, że w kieszeni się coś wcisnęło i dlatego tak się stało. Z jakiegoś powodu datę w aparacie włączyłem w ostatni dzień.

Na zdjęciu powyżej kapliczka do której prowadzi droga krzyżowa. Z niezamierzonej przyczyny odbyłem drogę krzyżową od końca – zaliczając trzy (może 4) stacje. Co to znaczy, jeżeli się przejdzie drogę krzyżową od końca?

W trakcie robienia zdjęcia powyżej, miałem bardzo zdecydowaną myśl, że robię zdjęcia demona.

To było w 2-3 ostatnie dni pobytu, w których zaczął się mętlik myśli, w których podważałem moje rozumienie rzeczywistości, co zaowocowało stworzeniem teorii spiskowej. Nie będą dokładnie w nią wnikał, aczkolwiek było to wyjście z założenia, że świat obraca się w okół świadomości…

Już po powrocie do domu. Przeglądając jak zwykle „proponowane filmy na youtube” natknąłem się na teorie, która pokrywała się z moją „nazwijmy to psychozą”. Rupert Sheldrake mówi o czymś, co po części ja miałem w głowie. 

Ciężka sprawa. W dzień jak przyjechałem i była burza zmarł mój kolega. Natomiast w dzień jak wyjeżdżałem i padało był jego pogrzeb.

Ostatnia zastała mnie taka ulewa, że musiałem uciec z namiotu do stodoły. Tam doszło do kulminacji tego co miałem w głowie. Moje myślenie było wtedy… Ja to nazwałem prawdą. Na jabłoni dostrzegłem 1 jabłko, które było czerwone – reszta zielona. Za zadanie, żeby poznać prawdę, wyznaczyłem zjedzenie tego jabłka. Rozważanie na ten temat zajęło mi dwie godziny. Zerwałem jabłko. Rdzeń był zepsuty, otoczka dobra. Wyrzuciłem. Nie ukrywam, że miałem skojarzenia z „jabłkiem poznania dobra i zła”. Nie zjadłem go. Aczkolwiek jabłko było dobre i złe. Na wierzchu zdrowe, w środku chore.

Poszedłem do ciotki na kawę z głową, która mogłaby zaraz wybuchnąć. Zostały mi podane kanapki, które w moim przeświadczeniu były moje. Gdybym ja zarządzał lodówką to dokładnie takie bym zrobił. Poszedłem do toalety, jak wychodziłem to na wyświetlaczu pralki była cyfra trzynaście. Położyłem się zdrzemnąć. W trakcie około 2 godzin spałem trzy razy. Tak się przebudzałem. Z tego mi się zdaje to miałem na pewno dwa albo trzy sny, których już zupełnie nie pamiętam.

Jak się obudziłem, przyjechali po mnie bliscy, była pizza. Będąc w łazience, jak wychodziłem – na wyświetlaczu pralki był napis „End”.

Od tamtej chwili miałem już normalne myśli, apetyt i wypalane papierosy wróciły do normy również.

Tu zdjęcia rzeki Skawy, które była kilka metrów ode mnie. Wstawiam, bo to moje ulubione zdjęcie.

W pierwsze dni w domu trochę dziwnie się czułem przed komputerem. (tam nie miałem internetu.) W jeden dzień, pojawiła mi się przed oczami, w różnych miejscach, liczba 137. Co ogólnie w ostatnich latach w ogóle mi się nie zdarza, chyba, że jeden raz na parę dni. Tutaj było jakieś pięć zdarzeń w jeden dzień.

Koleżanka Monika powiedziała, że drzewa są podstawione. Jestem ciekaw, wtf?

Dodane trochę później:

Hmm… To jest cytat z książki (mitologia Azteków), którą czytałem na wyjeździe:

„W żadnej części Ziemi nie może wznosić się dom tego, który siebie stworzył.”

Piosenki, dwie, które mnie mocno zafascynowały od momentu powrotu do momentu napisania tekstu:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *